Dziennikarz komentuje zamieszanie transferowe.
Mateusz Borek, znany komentator sportowy i dziennikarz, nie gryzł się w język komentując najnowsze doniesienia o rzekomym zainteresowaniu Bayernu Monachium Robertem Lewandowskim. "Coś tu śmierdzi" - powiedział wprost w studiu Kanału Sportowego.
O co chodzi?
Od tygodnia media spekulują o możliwym powrocie Lewandowskiego do Bayernu. Niemiecki klub podobno jest rozczarowany formą swoich napastników i rozważa reaktywację współpracy z Polakiem. Barcelona miałaby być otwarta na negocjacje.
"Nie kupuję tego" - mówi Borek. "Robert ma kontrakt z Barceloną, jest szczęśliwy, gra regularnie. Po co miałby wracać do klubu, który go wypuścił bez większego sentymentu?"
Teoria Borka
Zdaniem dziennikarza, plotki mog�� mieć inne źródło: "To może być zagrywka agentów, żeby wywindować wartość Roberta przed negocjacjami o przedłu��enie kontraktu z Barceloną. Albo próba destabilizacji ze strony konkurencji."
Borek zwraca też uwagę na timing: "Zawsze, gdy Barcelona gra słabiej, pojawiają się plotki o odejściu największych gwiazd. To stary schemat. Nie dajmy się nabrać."
Co mówi Bayern?
Rzecznik Bayernu odmówił komentarza, co według niektórych jest potwierdzeniem spekulacji. "Brak dementi to pół-przyznanie" - argumentują zwolennicy teorii transferowej.
Jednak źródła bliskie klubowi twierdzą, że Bayern skupia się na młodszych celach transferowych i nie planuje wydawać dużych pieniędzy na gracza po trzydziestce.
A co na to Lewandowski?
Sam Robert milczy, co jest typowe dla jego stylu. Agent piłkarza, Pini Zahavi, powiedział tylko: "Robert jest skupiony na grze dla Barcelony. Plotki to plotki."
Co ciekawe, żona Lewandowskiego, Anna, dodała na Instagramie zdjęcie z plaży w Barcelonie z hashtagiem #HomeIsWhereTheHeartIs. Fani interpretują to jako sygnał, że rodzina nie planuje przeprowadzki.
Podsumowanie Borka
"Moja rada? Zignorujcie te doniesienia do czasu, aż pojawi się coś konkretnego" - podsumowuje Borek. "Robert zostanie w Barcelonie, dopóki sam nie zdecyduje inaczej. A ja dam sobie rękę ucią��, że to nie będzie Bayern. Coś tu śmierdzi - i to od dawna."
